Szymon Dederko – „Do czego służy termometr?”

Kwiecień 25th, 2012

Do czego służy termometr? Wydawało by się, że odpowiedź na to pytanie jest jedna. Termometr służy do pomiary temperatury – w zakresie i z dokładnością właściwą danemu modelowi termometru.

Chciałbym jednak zadać pytanie, czy termometr może służyć do pomiaru odległości miedzy miastami? Założenie dodatkowe – nie traktujemy przedmiotu zwanego termometrem jako wzorca długości.

Otóż może. Podam tu stosunkowo prosty sposób takiego pomiaru. Budujemy urządzenie holowane za samochodem. W tym urządzeniu jest koło, które toczy się po drodze, i posiada łożysko (lub piastę, – to drobny szczegół techniczny) o znanym współczynniku tarcia. Łożysko jest obudowane e ten sposób, aby był znany współczynnik przepływu ciepła, a zatem stopień chłodzenia tego łożyska. Termometr mierzy temperaturę na początku pomiaru, urządzenie jest holowane po mierzonej drodze. W punkcie końcowym  odczytujemy temperaturę, uwzględniając stopień chłodzenia łożyska oraz znając jego pojemność cieplną możemy obliczyć ilość wytworzonego ciepła. Znając ilość uzyskanego ciepła obliczamy wykonaną pracę, którą – znając obwód toczonego koła w prosty sposób przeliczamy na odległość  jaka chcieliśmy zmierzyć.

Proste? Powiedziałbym, ze wręcz banalne. Czemu więc nie stosujemy tej metody? Ponieważ mamy metody prostsze, tańsze i dokładniejsze. Termometr zaś jest przeznaczony do czegoś innego niż pomiar długości.

Ten, przyznaję, przydługi wstęp ma na celu zilustrowanie pewnego problemu związanego z pracą w technikach szlachetnych w fotografii, w tym, a może nawet zwłaszcza, z gumą. Wielu gumistów, zwłaszcza względnie początkujących – to znaczy takich, którzy są już poza etapem radości, że guma wogóle wyszła, ale takich, którzy planują już efekty – często starają się robić gumy w kolorach naturalnych. Takie gumy, aby liście były zielone, dachówki czerwone a niebo niebieskie z białymi obłokami. Czy jest to możliwe? Jest, ale do tego są techniki prostsze, tańsze i dające lepszy efekt. Guma zaś do tego nadaje się tak, jak termometr do mierzenia odległości. Można, tylko po co? Dużym nakładem pracy uzyskamy stłumione, niedokładne naśladownictwo z którego sami nie będziemy zadowoleni.

Czyż nie lepiej wykorzystywać właściwości charakterystyczne dla gumy, które dla odmiany możemy uzyskać innymi technikami w sposób mniej doskonały i bardziej pracochłonny niż w gumie?

Efekt zbliżony do fotografii HDR jest stosunkowo łatwy do uzyskania w gumie, tak samo tonorozdzielczość – oczywiście w gumie co najmniej dwuwarstwowej.

Jakimi parametrami zmiennymi obrazu dysponujemy w tej technice? Stosunkowo łatwo – nawet przy jednym negatywie zmienną jest kolor warstwy oraz jej kontrastowość. Przy sporządzeniu 2 negatywów – osobno dla świateł osobno dla cieni, oraz użyciu każdego negatywu dla warstwy o zdecydowanie innym kolorze – mamy efekt tonorozdzielczy, przy kolorze  takim samym lub zbliżonym, w zależności od sposobu pracy, uzyskamy efekt zbliżony do obrazu w technice bichromii, lub HDR.

W gumie kolor należy traktować nie jako poszerzenie zawartości pasma informacji przekazywanej przez obraz, ale jako jeden z ważniejszych środków budowania nastroju obrazu. Guma nie jest reportażem, – działając na zasadniczo inne zakresy intelektualne i emocjonalne, pełni inną rolę. Kolorystyka zmienia nastrój obrazu – to znana prawda, ale i wielkie narzędzie dla twórcy. Jak każde narzędzie wymaga znalezienia sposobu użycia – swoistego języka. I po tym poznaje się prawdziwego fachowca, że potrafi znaleźć właściwe słowo i właściwe zastosowanie dostępnych narzędzi. Nie będzie używał młotka do czesania czy nożyczek do gotowania tak samo, jak nie będzie używał technik chromianowych do zapisu nie zdeformowanego obrazu świata. Sztuka bowiem jest deformacją, choćby deformacją dokonana poprzez wybór tego co najistotniejsze do przekazania.

Bycie zaś artystą to ciągłe dążenie do jak najlepszego użycia narzędzia i do jak najpełniejszego przekazy myśli, uczuć i emocji.

  1. Maj 2nd, 2012 at 23:06
    Reply | Quote | #1

    Trochę się z Tobą nie zgodzę. Pamiętać wszak należy, że technika ta powstała, kiedy nie znano zdjęć kolorowych, a fotografia aspirowała do grona sztuki, naśladując malarstwo.Czy słynna „Niebieska flasza” Mikolasha pozbawiona jest nastroju, mimo, że przedstawia kompozycję w barwach zbliżonych do naturalnych?
    Przyznam natomiast rację, że nieporozumieniem dla mnie jest robienie gumy w naturalnych kolorach, dla której punktem wyjścia jest barwna fotografia analogowa lub (o zgrozo!) cyfrowa. Na warsztatach daję wprawdzie taką możliwość, ale jest to jedna z metod do wyboru przez słuchacza i na pewno nie preferowana przeze mnie.
    Zdarzy mi się czasem popełnić gumę zbliżoną kolorystycznie do barw natury, ale wierne odwzorowanie barw nie jest tu priorytetem (nie jest nawet możliwe z przybliżeniu). Stosuję wtedy najczęściej „wyciągi barwne”, fotografując na materiałach czarno-białych, kolejno przez odpowiednie filtry na obiektywie. Stosuję następnie gumodruk trójbarwny z wykorzystaniem pigmentów odpowiednich barw i oczywiście naświetlając przez wspomniane wyżej „wyciągi”. Metoda ta jest jak dla mnie najbardziej optymalna, pozwalająca uzyskać zadowalające efekty bez nowoczesnej techniki, pasującej tutaj, jak kwiatek do kożucha.
    Jest też inna metoda, opisana przez I.Leibera, oddająca barwy bardzo wiernie. Oprócz technologii procesu gumowego zawiera ona jednak szereg innych czynności (m.in. odbielanie) wykonywanych na odbitce chlorobromosrebrowej, która jest następnie podłożem dla gumy monochromatycznej w odcieniu czerwonym.